Rafał Szymborski, marzec 2026
Zgłębiając samodzielnie buddzym w wieku 17 lat , zadałem sobie bardzo trudne pytanie: „ Czy ja tak naprawdę pragnę nirwany?” To pytanie powinien zadać sobie każdy świadomy buddysta! Zastanawiałem się jak ją sobie wyobrażam , chociaż wielcy mistrzowie madhjamiki i jogaczary podkreślali nieadekwatność jakichklolwiek wyobrażeń w stosunku do niej. Pytałem jednak siebie, czy gdybym miał taką możliwość i znajdował się od niej o krok, -czy pogrążyłbym się w niej , czy jednak o wiele bardziej pragnę czegoś innego? Nirwana wydawała się być Fallicznym Szczytem Abstrakcji, stanowiła w mych wyobrażeniach uosobienie transcendentnego wyrafinowania, metafizycznego elitaryzmu i takimi perspektywami kusiła. Skoro nirwana jako summum bonum buddyzmu , jednak wbrew idealistycznym tęsknotom bardzo młodego człowieka, nie stanowiła w sposób niepodważalny jedynej i wszechpotężnej tęsknoty, oznaczało to tylko jedno,-że nie nogę i nie chcę być buddystą! Czego tak pragnąłem , co mnie tak kusiło? To była Venus we Lwie ! Ona dawała mi znać o potędze swego wpływu na moje życie, a ja dopiero zaczynałem ją odkrywać!
Kilka miesięcy później podczas lektury „Tybetańskiej Księgi Śmierci” doznałem niesamowitego wzruszenia i egzaltacji, czytając ,że wielkie są zasługi karmiczne człowieka ,w którego ręce trafia ta księga , bowiem ta doktryna umożliwia natychmiastowe wyzwolenie , kiedy to stając przed Duchowym Słońcem Dharma Kayi rozpoznaje się ją , jako promieniowanie własnego intelektu. Potem jednak to światło gnostycznej egzaltacji zalewała ciemna niczym łuski kobry, lub pancerz skorpiona , ale jakże prawdziwa refleksja. Miała ona następujacą postać :„ I cóż z tego , że znam tajemnicę zjednoczenia się z Dharma Kayą w chwili śmierci, skoro ja dopiero wchodzę w życie, muszę go jakoś spędzić godnie i rozsądnie! Nie mogę przecież teraz tylko biernie czekać na śmierć, aby zatopić się w Dharma Kayi, bowiem Syzyf musi wtaczać na szczyt swój głaz! Zresztą ,czy oby nie pragnę czegoś o wiele potężniej?”
Tak! Pragnąłem intymnej interakcji z kobietą! Pragnąłem sexu, dlatego też z Kipieli Gęstości w 2001 roku wyłoniła się postać Rafalicy. Kiedy też patrzę wstecz i przypominam sobie swoje odważne metafizyczne i egzystencjalne pytania, wiem że byłem ze sobą całkowicie szczery! Nie okłamamałem sam siebie, pomimo że buddyjska kosmologia dokonała takiej niesamowitej rewolucji w świeciecie moich wyobrażeń. Myślę też o wspomianych celach wysiłków buddysty,-o nirwanie, o Dharma Kayi, oświeceniu i zestawiam je z radykalnym zakwestionowaniem tych wyrafinowanych dążeń przez Osmana Austina Spare’a. W „Księdze rozkoszy ” rzucił wyzwanie idei abolutnego poznania , co wyrażają dwa szczególne fragmenty: 1) „ Nie ma zatem większego ryzyka ponad to, które wiąże się z Wiedzą Absolutną . Jeśli jej niebezpieczeństwo uznamy za niewielkie , to co w takim razie możemy powiedzieć o Wszechwiedzy?” , 2) „ Oto bowiem pewna niespełniona wiedza oczekuje zgłębienia jej po to, by mogła doznać cierpienia z powodu dokonującej się wtenczas ewolucji. Nie istnieje nic takiego jak mądrość ostateczna-nie istnieje nic takiego jak pragnienie ostateczne. Jak żeby cokolwiek mogło mieć swój kres? Czy Dziś kiedykolwiek się skończyło? Wszystko jest nieskończonością!”.
Rzeczywiście sądzę, że mistycy, gnostycy, paradoksalnie przypomiają chciwego biznesmana, który chce zagarnąć całe złoto świata! Ludzkość ma w sobie jakąś immanentną tęsknotę za wygraniem wszystkiego, co jest do wygrania! Rozmawiając z kilkoma starszymi osobami wiernymi religii katolickiej , spotykałem się również z twierdzeniem , że po śmierci , kiedy wstąpimy do Królestwa Niebieskiego wszelkie tajemnice , ukryte przed nami, będą odsłonięte. Niby na jakiej podstawie mamy tak sądzić? Po raz kolejny potwierdzają się słowa Osmana Austina Spare’a na temat wiedzy absolutnej. Dlaczego to po śmierci ma ona być dla nas w pełni dostępna i ma się w pełni przed nami odsłonić??? Religia oferuje nam tęsknotę, za tym czego nie posiadamy… Skoro tak, to na ile soteriologia jest nam potrzebna , abyśmy się mogli rozwijać , a na ile jest zwodniczą fatamorganą , przez którą tracimy jedynie czas i energię ???
Skoro pragnienie wiedzy absolutnej to może i potężne paliwo , napędzające progres młodego gnostyka, ale też może przejaw pewnej ślepoty i arogancji,-to warto ujawnić przed sobą , to czego najbardziej skrycie się pragnie i ocenić na ile realizacja tego jest możliwa. Tak- pragnąłem sexu! Nade wszystko pragnąłem intymności najbardziej intensywnej z możliwych, tak intensywnej jak czerń przepastnego Kosmosu, czy ta stanowiąca Czarny Sześciokąt w Czerwonym Tulipanie. Zacząłem w takim wypadku poszukiwać książek , które o seksie właśnie traktują. Moją szczególną uwagę przykuła Thelema, jako światopogląd niezwykle dowartościowujący sex. Rzeczywiście jednak Crowley pisał w swych esejach o sexie bardzo niewiele, a jeśli już to wsposób metaforyczny , subtelny i nieekspresyjny. Z kolei ksiązka „Tabu-seks , magia, religia” Christophera S. Hyatt’a, Lona Milo DuQuette, , Diny Rosy Hartmann,oraz Gary’ego Forda zawiera sporo informacji na temat rozmaitych eliksirów, mikstur, fluidów, w jakie wyposażyła nas fizjologia, czy też sporo polemiki z tradycją judeo-chrześcijańską, ale nie ma tam tego, co interesuje i fascynuje mnie najbardziej! Brakowało mi ksiąki o teperamencie, sile podniecenia, napięciu generowanym przez pożądanie, obsesji, na temat najbardziej ekscytujących apektów części ciała, a przede wszystkim o fetyszach! Postanowiłem samodzielnie wypełnić tą lukę w literaturze w satysfakcjonujący dla siebie sposób. Pisząc o niestandardowej sexualności ,-po cóż mam dokonywać egzegezy na temat tego co łączyło Crowley’a z Victorem Neuburgiem, albo dlaczego Ginsberg odrzucał Burroughs’a? Nie ma sensu pisać o osobach, które już nie żyją , zresztą inni o nich pisali! Napisać o rzeczach najbardziej intymnych, wyuzdannych, uznawanych za najbardziej wstydliwe i podpisać je własnym imieniem i nazwiskiem-oto jest prawdziwa rozkosz!!! Nie potrzebuję demonstracji ilości „cegieł”, jakie wpakowałem swój w swój umysł , aby czuć się zrealizowanym , bowiem autentycznej indywiduacji nie da się skuć kajdanami intelektualnego prestiżu! Odrzucam akademickie certyfikaty,-ponieważ nie one będą miarą mojego radzenia sobie z faktem egzystencji!
Co to znaczy wejść w Eon Horusa, a uwolnić się od Eonu Ozyrysa? To znaczy przestać wreszcie płacić haniebny haracz w postaci rezygnacji ze swojego szczęścia! Trzeba też oczywiście potrafić go nazwać i zdefiniować. Odrzucić Eon Ozyrysa to wyplenić w swym umyśle przeświadczenie, że realizując własną rozkosz oddalamy się od zbawienia,a zmierzamy ku potępieniu. Koncepcja ta , tak jak idea grzechu pierworodnego obciąża nas wiecznym , niemożliwym do spłacenia długiem. Jak się go pozbyć -znajdujemy wskazówkę w „Liber Legis”: Jest taka zasłona: zasłona ta jest czarna. Jest to zasłona skromnej kobiety: jest to zasłona smutku i całun śmierci : nie jest ona ze mnie. Zerwiijce to kłamliwe widmo wieków: nie zasłaniajcie swych występków cnotliwymi słowy: te występki oddają mi przysługę: róbcie to dobrze, a wynagrodzę was tutaj i na tamtym świecie”.
Należy zauważyć, że religie(zwłaszcza te z silnie zaznaczonym wymiarem soteriologicznym) nieuchronnie prowadzą nas do konkluzji , że jesteśmy niedoskonali( Trudno sądzić , że jesteśmy doskonali , ale co to znaczy tak naprawdę być doskonałym , lub niedoskonałym?!? ).Jednocześnie obiecują nam Doskonałość Absolutną , -czyli Niebo, Życie Wieczne , Oświecenie, Nirwanę,Mokszę, Brahmana, Dhamra Kayę. Przyjmując jakąś religię za Prawdę , lokujemy swą tożsamość w obszarze potężnej dychotomii! Nieuchronna jest tutaj implikacja , fakt, że „musimy do czegoś dorastać”… Człowiek ma pewną skłonność do przyjmowania jakiejś doktryny za prawdę , ponieważ potrzebuje „Integratora”. Ja uznaję, że jest nim Hadith jako Rdzeń Słońca. Formuła FIAOF 93 w mojej interpretacji to urzeczywistnienie tego „Integratora” w aktach aktywności , składających się na życie ,a więc jest to autentyczna implementacja. Mam z kolei pewność co do tego jak wygląda moje życie , jednak nie mam pewności (bez względu na posiadaną wiedzę ezoteryczną) , co do tego, co będzie działo się po śmierci. Jak że więc mogę handlować swym życiem w imię tego, co do czego pewności nie mam? ?? Soteriologia implikuje rodzaj „egzystencjalnego handlu” , ponieważ wynika z założenia o naszej niedoskonałości. Metodologia osiągania celu , wyznaczonego przez soteriologię stanowi rodzaj kompensacji wspomnianej niedoskonałości. Warto podkreślić , że każda doktryna religijna, czy ezoteryczna promuje pewien rodzaj „ideału cżłowieka”. Innego człowieka , jako ideał promuje antropozofia Rudolfa Steinera,a innego islam! Dla mnie kluczowe są pytania :” Jaki mam pomysł na siebie? Czego tak naprawdę pragnę? W jaki sposób wyeliminować przypadkową implementację modeli samego siebie, których nie stworzyłem?”. Taka postawa uwalnia mnie od płacenia autentycznością swej tożsamości w imię długu, jaki kreuje soteriologia. Wolny jestem również od zniewalania swej sexualności kajdanami reguł magii sexualnej w postaci „aptekarskich formułek i receptur” , modelujących zachowania sexuale w imię osiągania rzekomych transcendentnych korzyści. Celem wręcz transcendentnym jest realizacja tego czego po prostu najbardziej pragnę ,w sposób dynamiczny i gwałtowny-dokładnie tak jak tego pragnę, z partnerką takiego typu, jakiej najbardziej pragnę!
Już ćwierć wieku temu czytając Crowley’a natrafiłem na fragment , dotyczący budowy dywanu, trudnej do rozpracowania gry osnowy i wątku. Fragment ten zrobił na mnie olbrzymie wrażenie i jak się okazało ssłusznie podejrzewałem , że znajduje się w „Księdze jogi i magii”. Kierowany obsesją Merkurego w Skorpionie postanowiłem go ponownie odnaleźć i odnalazłem .Dotyczy on powiązania naszej jednostkowej Woli z całością Wszechświata , oraz naszym miejscem w nim. Brzmi on następująco : „ Można nie być w stanie powiedzieć , jak nitka jakiegoś koloru ma splatać dywan Przeznaczenia. Jedynie wtedy, gdy dywan jest ukończony i widzi się go z pewnej odległości , można powiedzieć, że dana linia była konieczna . Tutaj kruszy się kopie w tej najstarszej bitwie wolnej Woli z Przeznaczeniem.” Ów fragment nie dawał mi spokoju, ponieważ coś takiego mógł napisać tylko posiadacz Merkurego w Skorpionie, który jest zdolny rozwiązać ontologiczną zagadkę i przeciąć egzystencjalny węzeł gordyjski . Ja swój przeciąłem , ponieważ potrafiłem skorzystać z potencjału, jaki odsłoniły przede mną dwa potężne astrologiczne wydarzenia, a mianowicie przejście progresywnego Słońca przez koniunkcję Marsa i Urana ( 23st11min Skorpiona) ,oraz wyjście progresywnego Merkurego z retrogradacji i jego przejście przez natalną pozycję już w ruchu prostym. Ja wiem, że pragnę Rafalicy, -czyli najdosknalszej manifestacji Venus we Lwie. Pragnę akceptacji i więzi z istotą mającą na szyjce obrożę, na nogach siatkówki, której bioderka są opięte latexivną miniówką, pragnę aby zakładała buty fetish i pokryta była tatuażykami i kolcyckami. Pragnę obracać się w pewnego rodzaju inspirujacym środkowisku i w jego ramach realizować swą sexualność, emocjonalność. To jest moje zbawienie , którego mogę być absolutnie pewien, które jest koherentne z moją egzystencjalną wolnością, które mnie wyzwala na mocy Formuły FIAOF 93.
Znakomicie wyrażają podobne podejście do życia ,słowa amerykańskiego piercera Loggera V( moim zdaniem to pseudonim Johna Loggera, zastosowany na użytek wywiadu, przeprowadzonego przez autorów książki „Inna rozkosz-świat dominacji i uległości seksualnej ”, której autorami są Gloria G. Brame, William D.Brame,oraz Jon Jacobs) :
” Ważna jest dla mnie idea przynależności. Wszyscy musimy gdzieś przynależeć . Dzięki piercingowi i BDSM -przynależymy. Zatracamy rasę, kolor, płeć. Nie ma w tym niczego więcej poza tym, czego pragniemy i co chcemy robić, i w tym sensie przynależymy. To dla mnie istotne, wydaje mi się, że dla innych ludzi również. Nie jesteśmy hetero-albo homoseksualni: wszyscy należymy do grupy ludzi, którzy chcą być tym, kim pragną być . Nie ma ograniczeń. Wszyscy należymy do tej samej rodziny.”
Bardzo trudno jest znaleźć balans osobie takiej jak ja ,pomiędzy faktem bardzo silnej odrębności , a potrzebą integracji, więzi, utożsamienia z pewnym środowiskiem , gdzie może nastąpić satysfakcjonujaca samorealizacja ,a metabolizm informacyjny nie będzie zaburzony. W 2025 znalazłem 2 takie miejsca, które znakomicie pasują do słów LoggeraV. Te miejsca to „Fetish Chateau” i „Królowa Piercingowa”.
Niechaj moje konkluzje będą cynobrowym szokiem błyskawić sefiry Daat, jako że ów esej podyktował co prawda Merkury, ale działając na zlecenie lodowego olbrzyma! Czyżby moimi ustami wybrzmiało oświadczenie samego Urana?!?!?!



