Jerzy Prokopiuk a egzystencjalne przełomy

Rafał Szymborski, 2025

Silnie zaznaczony w moim kosmogramie znak Skorpiona i dom 8 zawsze motywowały mnie do poszukiwania przełomów. Jeśli czytam literaturę okultystyczną, czy nawiązuję kontakty towarzyskie, to zawsze temu przyświeca intencja poszukiwania przełomu. Z całą pewnością w wymiarze mojego życia intelektualnego  niewyobrażalnym przełomem było poznanie Jerzego Prokopiuka. Fakt jego zaistnienia zawdzięczam wyłącznie własnej inwencji i inicjatywie w tym sensie,że  pytania jakie sobie postawiłem po przeczytaniu książki „Labirynty herezji”, wykorzystałem do realnego nawiązania kontaktu. To się udało i skutki dla mnie były doniosłe.

Po odpisaniu na mój list Jerzy zaprosił mnie na rozmowę w styczniu 2001 roku. Był to dla mnie czas ekstremalnego kryzysu egzystencjalnego, czego miałem głęboką świadomość. Wiedziałem, że albo dokonam radykalnej autotransformacji i dostosuję się do nowych realiów i wyzwań, albo ulegnę dezintegracji. Z astrologicznego punktu widzenia niebłagane przełomy zbliżały się do mnie jak Uran wkraczający na mój Ascendent, Pluton na MC , a przede wszystkim wejście Słońca progresywnego w Skorpiona wkrótce uzmysłowiło mi ponad wszelką wątpliwość, że w życiu najważniejsze su Czaszki i Śmirć! Wejście do jego Królestwa( zdaje się ,że nastąpiło to  dokładnie w piątek 21.09.2001) wspominam jako bardzo brutalne doświadczenie i tak ważne dla mnie jak dla Cezara było przekroczenie Rubikonu!

Wracając do listu to dotyczył on dwóch rozdziałów z książki „Labirynty herezji”. Były to rozdziały „Manicheizm-religia światłości”, oraz „Diabeł , seks i śmierć,-gnostyczne fascynacje Lawrenca Durrela”. Może i manicheizm nie odegrał znaczącej roli w mojej duchowej ścieżce, ale jak się okazało miał olbrzymią rolę w inicjowaniu kontaktu i kształtowania ram naszego intelektualnego dialogu. Moje pytanie dotyczyło interakcji pomiędzy religią skrajnie dualistyczną , ascetyczną i akosmiczną , jaką był manicheizm , a afirmującym życie  chińskim taoizmem , który skupiał swą uwagę na poszukiwaniu eliksiru nieśmiertelności. Zastanawiałem się jak tutaj w ogóle interakcja, czy wręcz synkretyzm były możliwe, skoro istotnym składnikiem manichejskiej soteriologii było rozdzielanie dwu zasad, podczas gdy w taoizmie chodziło o osiąganie ich dynamicznej syntezy. Celem zaspokojenia mojej ciekawości Jerzy zapoznał mnie z człowiekiem ,którego skromność,  wysoką kulturę osobistą , uczynność i wyrafinowanie intelektualne zawsze wysoko ceniłem, a więc Mariuszem Dobkowskim. Mariusz też nie odpowiedział mi jednak precyzyjnie i satysfakcjonująco na moje pytanie, chociaż sporo materiałów (w tym te własnego autorstwa ) mi udostępnił. Pewnego dnia mojej dyskusji z Mariuszem w „Gnosis” przysłuchiwał się tajemniczy człowiek, który w pewnym momencie do mnie podszedł i powiedział, że jego również interesuje inny aspekt manicheizmu fascynujący dla mnie, a mianowicie emanacje Ojca Wielkości. Na następne spotkanie obiecał przynieść wydrukowane fragmenty rozdziału” Power of Heaven and Hell” z książki” The Gospel of Prophet Mani” Greenlesa Duncana i słowa dotrzymał. Tym człowiekiem był Maciej Nabiałek i co ciekawe  to właśnie on przed kilkoma dniami(  a więc ćwierć wieku od momentu ,gdy postawiłem swoje pytanie!) odpowiedział mi w mailu na postawione przeze mnie zagadnienie dotyczące syntezy manicheizmu i taoizmu w sposób najbardziej dla mnie satysfakcjonujący i doskonały!

Drugi z szczególnie interesujących mnie rozdziałów z książki „Labirynty herezji”, poświęcony gnozie libertyńskiej zdawał się antycypować charakter mojej ścieżki, który lada moment miał się ujawnić.

W dniu 11.09.2001 miał miejsce atak na WTC, co miało na mnie olbrzymi wpływ. Kilka dni później po tym wydarzeniu miało miejsce spotkanie „Jednorożca”, na którym to doszło do wyraźnego konfliktu z Jerzym i ochłodzenia naszej relacji. To było nieuchronne, tym bardziej ,że antropozofia, której admiratorem był Jerzy ,jawiła mi się jako światopogląd nie mający jakiegokolwiek potencjału dokonania istotnego przełomu w moich egzystencjalnych dylematach . Jawiła mi się jako kolejny bezużyteczny , ascetyczny system , niosący dla mnie znienawidzony, znany mi już komunikat:” Rafałku bądź grzeczny, nie wychylaj się!”. Brakowało mi tutaj jakiegokolwiek potencjału rewolucyjnego, potencjału transgresji, więc nawet nie zamierzałem się silić na robienie wrażenia, że dzieła Steinera będę zgłębiał, chociaż należy nadmienić, że jego horoskopowi się póżniej przyglądałem. Ponadto przeczytałem kilka rozdziałów w jego książce , której tytuł zdaje się brzmiał:” Droga do poznania światów nadzmysłowych”, jaką znalazłem przypadkowo w miejskim śmietniku. Książkę podarowałem albo Jerzemu, albo Przemysławowi Sieradzanowi,-tego już nie pamiętam.

Około godziny 09.00 dnia 21.09.2001 jasnym się stało, że moje Słońce progresywne jest w Skorpionie , a w moim życiu najważniejsze su Czaszki i Śmirć! To było twarde lądowanie i przerażające doświadczenie! Co to było za doświadczenie wiedzą nieliczni… Uran już był bardzo blisko Asc, a Pluton MC,-szykowały się doniosłe zmiany! W moich duchowych poszukiwaniach coraz częściej pojawiała się postać Crowleya. Mój dialog intelektualny  z Jerzym trwał i dotyczył Crowleya również. Pewnego dnia , gdy o nim wspomniałem w obecności kilku znajomych osób Jerzy stwierdził:” Ach Crowley! Ot-egipska czkawka..”. Pewne oziębienie relacji było więc faktem, a ja uzmysłowiłem sobie ,że antropozofia zupełnie nie pasuje do mojego temperamentu, sposobu postrzegania życia, specyfiki postrzegania własnej unikalności, odrębności i skorelowanego z nią miejsca w świecie i społeczeństwie. Z pomocą przyszedł tutaj człowiek często niedoceniany( absolutnie niesłusznie !) , wykazujący niesłychany geniusz , jeśli chodzi o integrowanie ze sobą ludzi, czyli Max Bojarski. Dzięki jego pomocy doszło do kilku spotkań z Dariuszem Misiuną, który to objaśnił mi wiele zawiłości thelemy i magii chaosu. Miało to miejsce w latach 2001-2003 , kiedy to Słońce progresywne było w silnej koniunkcji z moim radixowym Merkurym (03st14min Skorpiona dom 8). Był to okres mojego bardzo intensywnego zgłębiania dzieł Crowleya, co w efekcie sprawdziło ,że stał on się myślicielem którego idee zgłębiłem najbardziej spośród wszystkich innych , jacy mnie interesowali. Znalazłem wreszcie owe upragnione „złote runo” i „wymarzony kwiat paproci” w postaci Formuły FIAOF 93, w której to ujrzałem upragniony potencjał przełomu, owo źródło nadludzkiej siły, które pomoże mi dokonać udanej autotransformacji , urzeczywistnić marzenia i przeciwstawić się ciosom ,jakie niesie życie,-jednym słowem zwyciężyć! Kwestią dla mnie fundamentalną jest bowiem odpowiedzenie sobie na pytanie :” Czego my w ezoteryce tak naprawdę szukamy?”.

Na przełomie 2003/2004 nastąpiło drugie wielkie olśnienie i oto odnalazłem drugi „kwiat paproci” w postaci astrologii i zrozumienia tajemnic swego horoskopu. Pojąłem ją  i zintegrowałem z Formułą FIAOF 93 i ten fakt uznaję, za kluczowy element swych duchowych poszukiwań! Oto znalazłem to czego szukałem ! Oto pojąłem to co pojąć chciałem w obecnej inkarnacji! Oto znalazłem klucz do drzwi , jakie pragnąłem otworzyć!

Kiedy zacząłem zgłębiać astrologię ,ponownie nastąpiło ocieplenie moich relacji z Jerzym, a to z tej przyczyny ,że ukochany nauczyciel Jerzego-Robert Walter był astrologiem. Jerzy kibicował mi bardzo entuzjastycznie  astrologicznym rozwoju do końca życia. Osobami z którymi interakcja w ramach tego rozwoju była najbardziej istotna byli Światosław Florian Nowicki i Dominik Gołembski. Reasumując pragnę powiedzieć, że kontakt z Jerzym umożliwił mi odnalezienie tego ,czego szukałem. Nie chodziło więc chyba w naszej interakcji byśmy się ze sobą zgadzali, czy abym jak tego pragnął zaczął zgłębiać antropozofię. Ja dzięki interakcji z nim odnalazłem swój duchowy skarb , którego poszukiwałem. Nie dał mi go on osobiście, lecz poprowadzili mnie ku niemu ludzie  , których poznałem za jego pośrednictwem! On otworzył mi drzwi do wielkiej ezoteryki, a ja podświadomie tego pragnąłem od dawna, zapewne za sprawą 10-domowego Neptuna. Może nawet powiedziałbym, że on nie tyle otworzył mi drzwi ,co sam był dla mnie Bramą do wielkiej ezoteryki właśnie!

Będąc świadom roli , jaką odegrał w moim życiu, ja całą korespondencję z nim zachowałem i zarchiwizowałem, chroniąc przed niszczącym działaniem czasu. Kilka zdjęć z nim posiadam i wszystkie zostały wykonane na początku roku 2008 ,podczas prywatnej rozmowy, przez Damę, która  już nie żyje. Chyba w roku 2019 miałem sen ,że idę razem z nim po łąkowej ścieżce, utworzonej przez koła wozów i traktorów. Jerzy szedł w kapeluszu  i rozmawialiśmy przyjaźnie , od czasu do czasu spoglądając na siebie. W pewnym momencie błotniste koleiny zaczęły się rozgałęziać i oddaliliśmy się od siebie. Potem błotnista ścieżki zaczęły się zbiegać po parabolicznym torze i znowu się spotkaliśmy. Przeszliśmy kilka metrów razem , by znowu się rozdzielić i już nigdy nie spotkać….

Poznaj swój horoskop!